Skip to main content

Podsumowanie Javarsovia 2009

Dawno nie pojawiałem się na blogu, ale chociaż po trosze mogę się usprawiedliwić zdobytym ostatnio tytułem magistra inżyniera Wydziału Elektroniki stołecznej polibudy i nie mniej zaszczytnym certyfikatem SCWCD (w ciągu jednego tygodnia!) Bynajmniej nie zaniedbuję jednak tej strony - lista tematów, które chciałbym opisać, jest coraz dłuższa. Na pewno kiedyś doczekają się opracowania i publikacji.

Jednak do rzeczy. Dwa dni temu, w piękną, słoneczną sobotę, odbyła się trzecia edycja Javarsovii. Już długie kolejki przy rejestracji (oraz wspomniany przez szanowną Kapitułę duży odsetek uczestników spoza Warszawy) nie pozostawiły złudzeń, że ta rosnąca w siłę konferencja depcze po piętach GeeCONowi czy JDD.

Na pierwszy ogień padł Szczepan Faber, w kuluarach zwany "raperem" :-). Brawurowo poprowadzona prezentacja, zgrabnie lawirująca między narzędziami a samą metodyką. W szczególności prosta zasada dotycząca organizacji testu przy pomocy komentarzy given/when/then wydaje się być warta wielokroć więcej, niż znajomość trzynastego frameworku webowego MVC. Pamiętam testy jednostkowe w mojej pracy magisterskiej: owszem, pokrycie miałem świetnie. Ale gdy coś popsułem, błędem kończyło się jakieś 2/3 testów... Szczepan radził, jak uniknąć także takich patologii.

Potem wysłuchałem Łukasza Lipki pokazującego Mule - kiedyś pracowałem chwilę z JBoss ESB i odczuwam rosnącą wewnętrzną potrzebę poznania dogłębnie jednego z istniejących rozwiązań klasy SOA/ESB. Jarosław Błąd mówiący o transakcjach raczej nie powiedział nic odkrywczego, acz nie miałem świadomości istnienia kilku niuansów transakcji w systemach JEE. Noszę się z zamiarem napisania dłuższego wpisu o podstawach obsługi transakcji w Springu - będzie porównanie.

Smaczny obiad (podejrzanie szybko zniknął, hmm… :-)) i potraktowana z dużym dystansem demonstracja Drools i Drools Guvnor Jarosława Kijanowskiego. Autor słusznie ominął szerokim łukiem teorię reguł, wnioskowania, systemów eksperckich etc. Zamiast tego przedstawił zgrabną aplikację w GWT i hot-deployment reguł biznesowych do silnika Drools.

Waldek Kot zaprezentował nowatorskie podejście do uruchamiania Javowych aplikacji bez systemu operacyjnego. W połączeniu z wirtualizacją taka architektura ma odzyskiwać marnowane przez klasyczny OS zasoby - marnowane, ponieważ JVM i tak nie korzysta z większości dobrodziejstw systemu operacyjnego. Uruchomienie pełnego serwera aplikacyjnego na maszynie bez choćby malutkiego Linuksa w tle uważam za ogromne osiągnięcie. Mam jednak wrażenie, że Oracle bynajmniej nie jest pionierem… Kiedyś obił mi się o uszy projekt mikroprocesora interpretującego bezpośrednio rozkazy maszyny wirtualnej, co z pomysłem nie ma jeszcze tak wiele wspólnego (i chyba nie zostało zrealizowane). Ale projekt Microsoft Singularity wygląda identycznie - tylko ten .NET...

Na koniec wybrałem GWT/Seam Łukasza Kobylińskiego. Poprawnie poprowadzona prezentacja, acz do Seama jakoś się nie przekonałem. Prawdę mówiąc gdyby stanął nade mną kat i spytał o polecany framework webowy - chyba nie potrafiłbym odpowiedzieć. Lubię Struts2, ale gdy tylko zejdzie się ze szlaku dla niedzielnych turystów, łatwo połamać sobie nogi - chociaż widoki niewątpliwie ładniejsze.

Trudno mi przyczepić się do czegokolwiek. O ile Warszawski Eclipse DemoCamp Galileo 2009 nie przypadł mi do gustu (do tego stopnia, że niewiele później przesiadłem się na IDEę ;-)), o tyle Javarsovię uważam za bardzo udaną imprezę i trudno znaleźć jakiekolwiek niedociągnięcia. A dowody mam dwa:

  • aż trzy prezentacje obejrzeć chciałem, ale mi się to nie udało
  • co jeszcze ważniejsze, wychodząc z niemal każdej prelekcji miałem nieodparte wrażenie, że chciałbym/mógłbym wykorzystać zdobytą wiedzę w swojej codziennej pracy. A chyba o to chodzi!

Czekam z niecierpliwością na JDD (dobrze słyszałem, że w Poznaniu?) i czwartą edycję Javarsovii! Nawiasem mówiąc nie mam nic przeciwko wprowadzeniu odpłatności za konferencję, zwłaszcza, gdyby wydłużyło to imprezę do dwóch dni.

P.S.: Ostatnio trendy jest pisanie w języku naszych przyjaciół zza Kanału i Oceanu, co o tym sądzicie? W końcu angielski powinien być naszym drugim językiem ojczystym (po Javie oczywiście :-)). Z drugiej strony, po co? Żeby zwiększyć target?

Comments

  1. Ja uważam, że zanim się zacznie pisać w języku obcym najpierw należy się dobrze nauczyć własnego.
    Na przykład:
    -W pierwszym akapicie brakuje kropki.
    -W drugim akapicie "nie pozostawia", a chyba powinno być "nie pozostawiały".
    -Trzeci akapit: nie zaczyna się zdania od "A", ani od "Ale".
    -W czwartym akapicie: "raczej powiedział nic odkrywczego". Chyba gdzieś brakuje "nie".
    -W piątym znów brakuje kropki. W kodzie też o nich zapominasz? :)
    A najlepsze w przedostatnim akapicie: "tą imprezę". Czy biernik zaimka wskazującego "ta" na pewno brzmi "tą"?

    Po tym wszystkim chyba nie muszę się podpisywać. :)

    ReplyDelete
  2. To mi podciąłeś skrzydła ;-). Dzięki za uwagi, już poprawione. Z wyjątkiem tych kropek, których braku nie zauważyłem (AFAIK po wykrzykniku pisać ich już nie trzeba).

    ReplyDelete
  3. Po wykrzykniku nie trzeba. Ale zdanie, które zawiera inne zdanie w nawiasie zasługuje na własną kropkę (po nawiasie).

    A w piątym po "etc" powinny być dwie. Jedna dla "etc.", druga dla zdania.

    Ale nie martw się, i tak z grubsza złapałem, o co biega. :)

    ReplyDelete
  4. Gratuluję mgr oraz SCWCD! Mam pytanie odnośnie certyfikatu: z czego korzystałeś przy nauce? Coś poza standardem: książka Head First + jakiś symulator? Bo moje przygotowania ostatnio utknęły dość mocno z powodu pisania magisterki (też Elka na PW) i nie mogę się do nauki zabrać :)

    A odnośnie postów po angielsku to sam się nad tym zastanawiałem, bo faktycznie kilku bloggerów z Polski zaczęło płodzić posty w języku Szekspira. Pomysł jest ciekawy, ale moim zdaniem nie przy każdej treści ma sens. Przykładowo relacji z Javarsovii nie pisałbym po angielsku, bo to konferencja polskojęzyczna i raczej nikt obcojęzyczny nie będzie zainteresowany relacją z niej. Z kolei post o rozwiązaniu jakiegoś problemu z frameworkiem, biblioteką, prezentację jakiegoś narzędzia, itp. warto pisać po angielsku, bo istnieje duża szansa, że ktoś szukający informacji o tym trafi do naszego bloga.
    Jednak wtedy powstaje blog jako dwujęzykowa hybryda i warto przemyśleć czy taka koncepcja będzie się sprawdzać.

    ReplyDelete
  5. Tak mnie zainspirowało Twoje pytanie, że odpowiedź zawarłem w osobnym poście :-).

    Może jeszcze komuś się przyda, a tak znikłoby między komentarzami.

    ReplyDelete

Post a Comment